Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 23 października 2011

gruby w oczach chudego

Wczoraj miałam okazję porozmawiać z 16-letnim chłopcem, który cierpi na bardzo uciążliwy trądzik. Ale o tym za chwilę. Opowiadał mi o pewnym księdzu, który jest gruby. On w tej rozmowie nigdy tego słowa nie użył, starał się być politycznie poprawny - opisywał go jako dobrze zbudowanego, słusznej postury, z dużym "brzuszkiem". I - jak już kiedyś napisałam na blogu - zastanawiał się, dlaczego tak bardzo się zaniedbał i czy siebie lubi...

Grubi ludzie, gdy jedzą, nie myślą o tym w tych kategoriach. Ale chudzi już tak - lubią swoje ciało, więc niby dlaczego mają się krzywdzić obrastając tłuszczem? Jakie to proste i logiczne...
Potem stwierdził jeszcze, że gdyby on był gruby (co mu nigdy nie grozi - jest szczupły, jak wszyscy w jego rodzinie), zrobił by wszystko, co w jego mocy, by wrócić do normalnego wyglądu, bo źle by się sam ze sobą czuł.
A teraz jego problem - od około dwóch lat walczy z bardzo mocnym trądzikiem na twarzy i plecach - przetestował na sobie już wszystkie dostępne antybiotyki, maści i kuracje. Jemu nie przeszkadza najbardziej wygląd jego twarzy, lecz to, że gdy położy się do łóżka, pościel jest pokryta krwią... - i sprawia kłopot mamie, która codziennie musi ją zmieniać.... Troska o to, co ktoś inny czuje i myśli, nie on sam jest najważniejszy... Gdy idzie ulicą, nie czuje wzroku przechodniów, ale przeszkadza mu to, że jego brat bliźniak, z którym siedzi w szkole, bezwiednie patrzy się na jego twarz... Dodam, że ten nie ma żadnych problemów z cerą. 

Gdzie człowiek, tam problem...

1 komentarz:

  1. Że tak powiem - głodny sytego nie zrozumie, ani gruby chudego, a i tez trądzikiem tego bez trądziku...

    OdpowiedzUsuń