Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 4 września 2011

czy mamy prawo udzielać rad?

Była u mnie dzisiaj koleżanka - chciała mi wręczyć prezent urodzinowy - kupiła mi pudełko w EMPIK-u, które własnoręcznie wymalowała - wygląda ślicznie, a jest mi tym bliższe, że wykonane prawie własnoręcznie, a do takich rzeczy mam słabość. Do tej pory trzymam mini krawatkę wykonaną przez więźnia z Belfastu (kiedyś odwiedziłam więzienie jako tłumacz) oraz w moim pokoju wisi obraz namalowany również przez więźnia dla swojej córki. Przedstawia on spokojne morze z dwoma statkami. Mam do niego sentyment, tak jak do tego pudełka.





Ale wracając do tematu. Z koleżanką znamy się pewnie z 10 lat, znamy swoje rodziny i bardzo dużo o sobie wiemy. Nasze spotkanie trwało około dwóch godzin, z czego ona mówiła z 1,5 godziny, ja może z pół. Dlaczego to ja zawsze muszę słuchać, zawsze okazując zainteresowanie? A gdy ja mówię, ucieka wzrokiem i już widzę, że nie za bardzo ją to interesuje? Wiem, że jestem dobrą słuchaczką, bo w trakcie rozmowy zadaję mnóstwo pytań i ciekawi mnie, co ludzie mają do powiedzenia. Czy ona nie mogłaby tak samo zareagować? No ale...
Koleżanka w pewien sposób przemycała jakieś rady, co ja niby powinnam zrobić, by zmienić swoje życie. Czy ma do tego prawo? Ona mówi na temat swojej prywatności to, co chce. Ja jej nie udzielam rad, by zmieniła pracę, bo...By ...bo.... Bo nie przeszłam jej drogi życiowej, bo nie mam jej doświadczeń, bo nie jestem w jej skórze.
Poza tym, ludzie - podejmując takie czy inne decyzje - nie potrzebują rad. Oni potrzebują tylko wysłuchania wątpliwości, które wypowiedzą na głos. Ale by posiąść taką umiejętność, trzeba sobie zdawać sprawę z jednej rzeczy - każdy i tak zrobi, co będzie uważał DLA SIEBIE za słuszne, a nie, co mu podpowie ktoś inny. I to jest prawo każdego człowieka.


1 komentarz:

  1. Zgadzam się, najmniej pomocne są o dziwo rady... człowiek sam dobrze wie jak osiągnąć szczęście, tylko sam musi usłyszeć swoich własnych rad (nie czyich)

    OdpowiedzUsuń