Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 21 lipca 2011

ruch w moim życiu

Znalazłam dzisiaj gdzieś na jakimś blogu:

Na deprechę i nerwicę oprócz oddychania polecam siłownię lub jakikolwiek wysiłek fizyczny - może być sex:)) Endorfiny to nie legenda. Sprawne wygimnastykowane ciało to dobre samopoczucie oraz brak pierdolnika w głowie!

Coś jest prawdy w tym stwierdzeniu... Kiedy zaczęłam moje odchudzanie, moja lekarka poradziła mi iść na siłownię. Pomyślałam - ja? taka gruba? na siłownię? Ja tam umrę ze wstydu! A ponieważ wtedy bardzo mi zależało-cud się stał i poszłam! Nie pamiętam tego pierwszego razu, ale pamiętam strach przed tym pierwszym razem. Teraz - patrząc z perspektywy 5 lat - odwiedziłam wszystkie siłownie w moim mieście, ale wracam tylko do tej pierwszej... I stwierdzam, że nigdy, przenigdy nie poczułam gardzącego wzroku ćwiczących na sobie, a jeśli już jakiś wzrok - to chyba podziwu - że pomimo takich grubych nóg (moja opinia obiektywna - jej się chce!)


Lubię chodzić na siłownię, ale najtrudniej jest mi się na nią wybrać... Złość mi tam przechodzi, jak przejdę na bieżni godzinkę lub na rowerku pojeżdżę. Działa na mnie bardzo terapeutycznie, niekoniecznie wagowo. Oczywiście wolałabym inny wspomniany częściej rodzaj ruchu, ale na razie ten drugi jest łatwiej dostępny...

Wniosek - najpierw trzeba przeskoczyć swoje własne zahamowania - wtedy inni też ich nie dostrzegają! (albo my sami je trochę zbagatelizujemy...)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz