Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 26 lipca 2011

Czy było warto?

W poniedziałek dokonałam analizy - czy warto było schudnąć? I dlaczego tak mi teraz ciężko?

Czy warto? Nie wiem - nie mogę w chwili obecnej powiedzieć, że tak. Dlaczego? - każdy się zastanawia... Przecież tyle mnie ubyło...No właśnie - zniknęła przeciętnie ważąca osoba, a ta nowa dalej nie może się narodzić...Dalej postrzega siebie jako 150-kg, a może i więcej ważącą babę, która nie może na siebie patrzeć....
Jak minęło moje życie wtedy? Nic tak naprawdę się w nim nie działo...Nigdy nie byłam na żadnej 18-stce, nigdy nie byłam na weselu, nigdy nie byłam nigdzie zapraszana... Moje życie do trzydziestki, czyli do momentu jako takiego schudnięcia opisałabym jako skończenie szkoły, skończenie studiów, praca i realizowanie się w niej. Ale kiedy schudłam, dopiero wtedy zobaczyłam, co to znaczy żyć! Co to znaczy iść do sklepu, gdy nikt się nie Ciebie nie patrzy z pogardą, co to znaczy iść na wywiadówkę i usłyszeć za plecami od jakiegoś ojca - To ona? O mój Boże...; co to znaczy usłyszeć od koleżanki - Ale szczupło wyglądasz! Co to znaczy móc popatrzeć na siebie w lustrze i stwierdzić - cholera, ten tyłek mógłby być mniejszy, ale reszta jest w porządku. Iść na pierwszą randkę i zobaczyć pożądanie w oczach faceta...

Straciłam 30 lat swojego życia, no może przesadzam - ale 10 na pewno, bo z okresu od 20 do 30 lat niewiele pamiętam, a może nie ma czego? Może chcąc siebie chronić, wyparłam ten okres ze swojego życia? Bo to okres zakładania rodzin przez moje koleżanki, usamodzielniania się, życia. A na jakim etapie mojego rozwoju życiowego ja teraz jestem? Ile mam lat? Biologicznie 35, ale w innych wymiarach - może 20? Bo dopiero teraz doświadczam tylu rzeczy, które powinny były się wydarzyć o wiele wcześniej...


Czemu mnie w życiu spotkało to? Ale ktoś inny może się zastanawiać - czemu moje dziecko jest chore? czemu miałem wypadek i moja żona jest sparaliżowana? czemu moja córka zmarła w wieku 37 lat? czemu mój syn nie jest taki jak inni chłopcy w jego wieku? czemu mam męża, który mnie nie kocha? czemu...

Jak powiedziała kiedyś moja gruba koleżanka - bo to jest mój krzyż...Ale ja nie chcę takiego krzyża, z którym muszę walczyć w każdej minucie mojego życia i z którym muszę żyć do końca. Chciałabym się urodzić jeszcze raz - być szczupłym dzieckiem, które na szacunek innych mogło sobie zasłużyć nie tylko poprzez bycie najlepszą we wszystkim, które byłoby lubione nie za to, że zawsze dawało wszystkim wszystkie zadania, ale za to, że było fajna dziewczynką, która miała imię, ale tym imieniem nie było "gruba"...

Ale czasu nie cofnie. Podobno teraz dopiero ja zaznaję uczuć - odrzucenia, złości, nienawiści, pogardy - przedtem nie dałam im nigdy ujrzeć światła dziennego, bo je zajadałam... Dlatego teraz tak mnie one wszystkie bolą, i dlatego wychodzą ze zdwojoną siłą....

Na koniec wpisu mój ulubiony cytat z książki "Nadwaga jest sprawą rodziny":

Aby dojrzeć, będziecie musieli zmienić charakter waszego związku z pożywieniem. Jako przedmiot waszej miłości jedzenie żywi was i zarazem karze. Ono dodaje otuchy, gdy wszystko inne zawiedzie. Pozwala ukryć wasze rzeczywiste potrzeby i schować się przed życiem. Osłabia stres spowodowany każdą zmianą. Usztywnia was niczym beton, dzięki czemu niestraszne są wam życiowe wzloty i upadki. Bez tego gorsetu bezpieczeństwa w postaci pożywienia nabierzecie umiejętności falowania w rytm zmian, jakie niesie życie.

Ja się jeszcze nie nauczyłam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz