Łączna liczba wyświetleń

sobota, 8 lipca 2017

czasami tęsknię....

Czasami tęsknię za moim blogiem, ale ja już jestem inna... Kiedyś żyłam odchudzaniem i tylko ono było dla mnie najważniejsze, teraz tamte problemy wydają się być niczym przy problemach, których doświadczam teraz. Oczywiście dalej pilnuję swojej wagi - jeśli jestem w domu, ważę się co rano i w dalszym ciągu prowadzę zeszyt, w którym zapisuję wagę - ile ja już mam tych zeszytów? Kiedyś pisałam w nich jeszcze, co zjadłam każdego dnia, ale od bardzo dawna już tego nie robię.
Moim największą zmorą są lody i słodycze, reszty nie muszę jeść i raczej nie jem. Ktoś mądry kiedyś wytłumaczył mi to głodem miłości...Gdybym nie była sama, mój mózg karmiłby się czymś innym, ale jestem sama i karmi się czekoladą.

Miałam ogromną ochotę zrobić coś ze swoim obwisłym ciałem, nawet wzięłam skierowanie od mojej rodzinnej do Krakowa, ale jak zaczęłam myśleć nad możliwymi konsekwencjami i że moja córka mogłaby stracić matkę - wiem, to się zawsze może stać w innych okolicznościach też - zrezygnowałam. Tym bardziej, że moje nogi w żylakach i tak są nie do ruszenia, tylko brzuch i ręce. Kiedyś miałam nadzieję i ogromną ochotę na drugie dziecko, ale czas zweryfikował marzenia i już na 90 procent to marzenie pogrzebałam - w końcu mam 41 lat...Dzisiaj moja niunia powiedziała, że znalazła mi męża w sklepie i że zrobi mi ślub - taka ta moja niuńcia...
Co jeszcze napisać? źle mi samej, nie mam z kim porozmawiać, kandydaci nieliczni, którzy się pojawiają nie spełniają moich wymagań intelektualnych, poza tym odnoszę wrażenie, że robię wszystko, by nikogo do siebie nie dopuścić - boję się bólu, cierpienia, rozczarowania, upokorzenia - i dlatego nikogo też nie szukam. I tak kisnę w tym swoim odosobnieniu...

Taki mam teraz niestety nastrój - po co się wywnętrzać, jak i tak to nic nie da? Każdy ma swoje życie, swoje problemy - ja też...
Dziękuję, że mnie czytacie czasami...
P.S. Waga dzisiaj rano 80,00

piątek, 23 grudnia 2016

nie ma mnie i nie ma...

Czasami się zastanawiam, jak to jest, że mój blog już prawie umarł śmiercią naturalną, a jednak wskaźnik odwiedzin ciągle nie maleje...
Mój największy skarb ma już skończone 3,5 roku i za chwilę będzie 3 latka i 8 miesięcy. Teraz to już mała dziewczynka - jakże kochana, a jakże też sfochowana, ciągle mająca swoje zdanie, uparta podobno jak ja. Ma ogromną wyobraźnię, zmyśla co niemiara, mam nadzieję, że kiedyś jej to przejdzie. Dzisiaj rano ze mną była u spowiedzi, potem zakupy, potem sprzątanie - odkurzała i ścierała kurze - dobrze, że za placki się nie wzięła, bo już bym nic nie zrobiła.
A co u mnie? Dalej sama i samotna - no może nie do końca, bo dzięki niej już miałabym się do kogo odezwać. Trochę ostatnio mam kłopotów ze zdrowiem - w zeszłym tygodniu miałam echo serca, znowu EKG, kardiolog powiedział, że być może to tachykardia - brzmi groźnie - niedługo czeka mnie holter. Jeśli nie wykryje przyczyny, powiedział, że da skierowanie do szpitala. A ja mam nadzieję, że ten wypoczynek teraz jakoś to unormuje wszystko - napięta sytuacja w pracy, niezdrowa atmosfera, w domu jak to w domu, widok dziecka bez ojca, moje życie tylko dla niej a nie dla siebie - wszystko to może być przyczyną - plus być może zaburzenia elektrolitowe i hormonalne. 
Kilka dni temu odbyłam rozmowę z koleżanką - tą, która kiedyś kazała mi pisać "program naprawczy" w celu zwalczenia samotności. Teraz znowu powiedziała, że nic na siłę - trochę zdradziła tajemnic domowych i prysnął czar jej idealnego życia, opowiedziała historię swojej kuzynki, która bardzo chciała mieć dziecko - i Bóg spełnił jej marzenie - tyle, że dziecko ma ogromny niedorozwój bioderek i więcej czasu spędza w szpitalu, a ojciec dziecka się ulotnił i została ze wszystkim sama...
Gdyby tylko wyzbyć się pragnień....moje życie byłoby prostsze, łatwiejsze, normalniejsze...
waga:80,9
Idą święta niestety, a wiadomo, co to oznacza dla jedzenioholiczki,..

sobota, 26 marca 2016

Wesołych Świąt!

Nie mam ostatnio powołania do pisania tego bloga, bo...bo żyję! Raz lepiej, raz gorzej, ale ciągle do przodu, mam z kim porozmawiać, dziecko daje masę radości, ale o tym pisać to bloga by nie wystarczyło. Dziękuję, że do mnie wracacie-kiedyś i ja coś dłuższego napiszę.
waga:80.5 kg
Mój największy SKARB!

Wesołych Świąt!

niedziela, 20 grudnia 2015

doping

Jedna z moich czytelniczek dała mi "jakiegoś" kopa i zasugerowała, bym nie opuszczała bloga i nie porzucała pisania. Może rzadko tu jestem, ale nie dlatego, że przestałam lubić "to moje dziecko", ale dlatego, że moim głównym problemem teraz moja córka i jej ciągłe pytania dotyczące ojca. Wczoraj pojechałyśmy na wyprawę po naszym mieście, a ona przez całą drogę pytała, czy tato będzie w "galelli". Tłumaczyłam, że nie, ale gdy chodziłyśmy po Tesco, miałam wrażenie, że go szuka...Pytała, czy może tato poszedł na zakupy i czy po nią przyjdzie - ja jej tłumaczę, spokojnie, logicznie, ale w środku chciałabym go z...za to, że nie ma dla niej w ogóle czasu, za to, że ona tak za nim tęskni, za to, że dziecko ma 2 latka i 7 miesięcy i dalej nie udało mi się go użebrać, by pokazał ją swoim rodzicom i rodzeństwu...I jak tu nie płakać?
Znalezione obrazy dla zapytania matka i dziecko
Ale niepiszmy o niczym smutnym, bo według niektórych to wszystko moja wina. Ale nadejdzie taki dzień (lub nie), gdy napiszę, jak to naprawdę wszystko było. Teraz o czymś przyjemniejszym.  Moja kochana Córeczka jest grzeczna, fajnie się z nią robi zakupy w porównaniu z wakacjami, gdy chowała się między regałami w sklepach i notorycznie mi uciekała - teraz chodzi grzecznie za rączkę, pomaga, ciągle jej mówię, jak ją kocham i jaka z niej jestem dumna - czy to dzisiaj po kościele, czy po pobycie w mieszkaniu, czy po zakupach spożywczych. Moja mama nigdy nie powiedziała mi, że jest ze mnie dumna, zawsze jej było mało, zawsze coś było nie tak - postaram się wychować ją po swojemu - czy to zadziała? Dzięki takiemu "chowowi" zawsze się starałam, może dzięki temu coś w życiu mam, ale rany psychiczne też mam.
Znalezione obrazy dla zapytania matka i dziecko
Idą święta - będziemy razem oglądać bajki, bawić się jej lalkami, będzie mi pomagać sprzątać, piec - cała kuchnia będzie w mące. Czasami, gdy na nią patrzę, nie mogę uwierzyć, że już jest taka duża, taka mała dziewczynka, która potrafi kolorować, której nie zamyka się buzia, która przyciąga uśmiechy obcych ludzie, na którą mogę wydawać pieniądze (wczoraj kupiłam jej buty i bluzę, nie wiem już które z kolei). Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Bez niej bym już nie żyła.
Znalezione obrazy dla zapytania matka i dziecko

poniedziałek, 14 grudnia 2015

im więcej problemów, tym bardziej...

...chce się jeść. I tak dzieje się teraz w moim przypadku. Waga to tragedia. A wszystko to dlatego, że sobie odpuściłam. To, co się teraz dzieje, to tylko kolejny dowód na uzależnienie od jedzenia. Jestem niekochana, znowu zaczynam nie móc patrzeć na siebie w lustro, nie umiem sobie sprawiać przyjemności, mało co mnie cieszy-prawie nic.
Znalezione obrazy dla zapytania grubasy
Zamknęłam znowu kolejny etap swojego życia - w zeszłym tygodniu zostały mi wreszcie po półrocznym chodzeniu po sądach przyznane alimenty. Długo by o tym pisać - dla mnie to jedna wielka porażka. Nie wspomnę już o dziecku.
Niunia ma już skończone 2 latka i 7 miesięcy-chodzi do przedszkola, dużo umie wierszyków, piosenek, uwielbia tańczyć. A z drugiej strony jest bardzo uparta, chce wszystkimi rządzić, szantażuje płaczem, a może jest tylko typową trzylatką?
Znalezione obrazy dla zapytania grubasy kreskówka
Nawet nie mam dzisiaj większej weny na pisanie - przepełnia mnie autoagresja związana z przybraniem na wadze, brak sensu zawalczenia o samą siebie, nadchodzące święta - bo jedzenie i za dużo wolnego czasu na nie - jednym słowem masakra...
Co powinnam zrobić? Iść dalej...

niedziela, 20 września 2015

zdążyłam...ale cenę będziemy płacić całe życie

Dawno się nie odzywałam, ale dzisiaj coś skrobnę pod wpływem mojej blogowej koleżanki
http://skorpiorena.blog.onet.pl/2015/09/20/nie-zdazylam-nie-zaluje/
Pisze ona o bezdzietności, o tym, jak bardzo chciała mieć dziecko, że nigdy nie znalazła kogoś, z kim mogła to dziecko mieć. Ja to dziecko mam, jest całym moim życiem - po co bym żyła bez niej? Bardzo ją kocham, co nie znaczy, że nie działa mi czasami na nerwy - jest uparta, chce wszystkimi rządzić, wszystko chce robić sama, nie boi się nikogo prócz mnie chyba - i pewnie pań w przedszkolu, bo tam jest podobno przegrzeczna...
Znalezione obrazy dla zapytania uroda życia
Ten sam temat pojawił się w "Urodzie życia" - trochę może pobieżnie potraktowany, ale przesłanie ma jedno - wszyscy Ci, którzy się wypowiadali na temat bycia childfree - bez dziecka, mają momenty, że przegapili w życiu coś ważnego i chociaż żyją bez nich, zawsze gdzieś podświadomie tęsknią za tymi dziećmi. Ja wiem jedno - teraz pękło by mi serce, gdybym widziała cudowne dzieci - mojego brata i mojej koleżanki, a nawet wszystkie inne podczas zakupów, w sklepie, gdziekolwiek...Tak było przedtem - widziałam tylko kobiety w ciąży i z dziećmi, teraz znowu widzę tylko pary - cóż, taka moja natura...
Wczoraj byłam odwiedzić koleżankę, właśnie jest na etapie kończenia domu, jest w moim stylu - biele, szarości, ikea'owskie meble. Ale co najbardziej mnie uderzyło? Jej mąż siedzący z ponad półroczną córeczką na kanapie, spokój tego dziecka, przytulenie - znowu płaczę...Znowu coś, czego moje dziecko ani ja pewnie już nie zaznamy - pomimo bardzo poprawnych teraz stosunków z tatą Niuni i bardzo regularnych kontaktów telefonicznych i skype'owskich.

Dzisiaj rozmowa z mamą:
- Wiesz, dom B. super, ale widok D. z dzieckiem na kolanach to ścisnął za serce...
mama płacze...
- Czego płaczesz?
- Bo czemu ty tak nie możesz?
- Bo nie ten facet...
- A czemu nie mogło być normalnego?
- Bo ja jestem nienormalna - obwisłe ramiona, sflaczały brzuch, zwisy skóry na nogach, zero biustu - faceci nie takich kobiet chcą
- Chyba że tak...
Poszłam do kościoła, mało nie przepłakałam całej mszy, w środku złość do granic możliwości, potem przeszło...
Za 1,5 tygodnia rozprawa, kolejny etap życia zamknięty (dla mojej psychiki), myślę, że krakowska koleżanka miała rację i teraz POWINNAM zrobić coś kolejnego, czego się okropnie boję...Ale dojrzewam i gdy mi będzie zależało na życiu, powinnam to zrobić - ale jeszcze nie teraz...
waga:79,6